Dzisiejszy poranek zapowiadał się typowo. Miałam wstać, zebrać się i wyjść do pracy zanim reszta domowników się zbudzi. Kiedy okazało się, że zbytnio się grzebałam i nie zdążę na autobus zagotowałam się. Krew mnie zalała, wiedziałam że spóźnię się do pracy. Rzuciłam butami i usiadłam na brzegu łóżka w dziecięcym pokoju. Po chwili na kolana wgramolił się młodszy syn i mocno się przytulił. Z górnego łóżka zszedł do nas starszak. Obsiedli mnie i przytulili się. Zaczęliśmy rozmawiać, o tym jak miło mnie wczoraj zaskoczyli rozpakowując zakupy podczas gdy ja wyszłam zaparkować samochód, o tym jak poprzedniego dnia wspólnie lepiliśmy z gliny w pracowni ceramiki. Powtórzyliśmy wiersz, którego uczyliśmy się razem na dzisiejszą lekcję. Ustaliliśmy co będziemy robić po południu, co nas czeka dzisiejszego dnia. Siedzieliśmy tak około 15 min. Rozmawialiśmy i cieszyliśmy się sobą. Na koniec młodszy synek powiedział: Jakie to fajne, że mogliśmy spędzić z tobą poranek – bardzo się cieszę, a ja w pomyślałam: jak dobrze, że spóźniłam się na ten autobus.