Wiele się słyszy na temat obecnych i przyszłych emerytur. Nasza przyszłość nie rysuje się różowo i szczerze przyznam mam masę obaw w związku z tym. Nie zamierzam jednak roztaczać dziś wizji na temat mojego życia po 67 urodzinach, a skupić się raczej na temacie podejścia samych emerytów do ich życia.

Hasło „emeryt”, „emerytura” ma raczej wydźwięk pejoratywny. Zastanawiam się dlaczego. Co sprawia, że o ludzie po 60/65 roku życia myślimy często w sposób pogardliwy, poniżający czy prześmiewczy?

Obserwując ludzi po 60-tce doszłam do wniosku, że wielu z nich „postarza się” na własne życzenie. Kiedy osiągają wiek emerytalny zaczynają czuć się i zachowywać jak przysłowiowe „babcie”. Swoim zachowaniem i postawą sami spychają się na boczny tor, wyrzucają poza nawias społeczeństwa, wycofują się z aktywnego życia. Umartwiają się, wyszukują przeliczne choroby i dolegliwości, zaszywają się w swoich domach i spędzają całe dnie przed telewizorem, ewentualnie z przerwą na wypad do kościoła. Zachowują się tak jakby przestali być już pełnowartościowymi obywatelami, jakby wstydzili się swojego wieku, jakby przestali mieć prawo do normalnego czynnego życia, odcinają się od ludzi, często nawet rodziny.

Doszłam do wniosku, że osoby starsze bardzo często same są winne tego, że postrzega się ich w sposób nieprzychylny. Komu nie kojarzy się emeryt ze stałym bywalcem przychodni, znającym wszystkich lekarzy i diagnozującym lepiej od nich? Odnoszę wrażenie, że dla niektórych starszych ludzi chodzenie po poradniach i szpitalach staje się hobby. Moja ciotka o niczym innym nie mów tylko na temat swojego zdrowia i terminach kolejnych wizy, a za swoje największe osiągnięcie uważa zaliczenie wizyt u lekarzy specjalistów, ze wszystkie litery alfabetu (A-alergolog, B-balneolog, C-chirurg, D-dermatolog, E-endokrynolog, itd.). Kobieta nie rozstaje się z kalendarzem, w którym pilnuje wszystkich pobytów w szpitalu, konsultacji, sanatoriów. Mało tego, żeby ona jeszcze wracała z tych pobytów zdrowsza, podbudowana, usatysfakcjonowana. Nie. Zawsze wraca jeszcze bardziej chora i obolała. Regularnie korzysta z wyjazdów sanatoryjnych finansowanych przez NFZ. Poza refundowanymi zabiegami i posiłkami nigdy nie korzysta z najdrobniejszych atrakcji. Nie zwiedza nawet najbliższej okolicy, nie poznaje ludzi, nie chodzi na spacery, potańcówki, koncerty, prelekcje, nie zabiera ze sobą nawet żadnych książek czy krzyżówek. Nie robi NIC tylko się nad sobą użala, a kiedy lekarze nie diagnozują u niej żadnej choroby czy uszczerbku na zdrowi wyzywa ich od konowałów i zmienia lekarzy. Jeździ przy tym po całym kraju w poszukiwaniu kolejnych profesorów, poradni i szpitali. Jednego jej nie brakuje – determinacji w wyszukiwaniu kolejnych chorób.

Oczywiście są też ludzie naprawdę chorzy, którzy pomimo że nie chcą, zmuszeni są na ciągłe pobyty w szpitalach i wizyty w poradniach. Uważam jednak, że gro emerytów nadużywa nieco swojej „pozycji” społecznej. Z baraku zajęcia i pomysłu na życie energię oraz czas pożytkują na odbywanie wizyt lekarskich i wyszukiwanie najróżniejszych chorób.

To co mnie niezmiernie cieszy, to fakt że coraz więcej ludzi dojrzałych łamie odwieczny stereotyp emeryckiego życia i wchodząc w wiek poprodukcyjny zaczyna czerpać z życia garściami.  Nie tylko pozostają czynni i momentami nad wyraz aktywni, ale przeżywają jakby druga młodość. Nagle zaczynają zapisywać się na basen, uprawiać nording walking, jeżdżą na rowerach, nartach, spotykają się towarzysko, odkrywają w sobie nowe pasje i zaczynają się w nich realizować.

Doskonale w tą grupę emerytów wpisują się moi rodzice. Moja mama bardzo długo nie chciała przestać pracować zawodowo. Kiedy w końcu, reforma minister Fedak zmusiła ja do przejścia w stan spoczynku następnego dnia zapisała się do pracowni witraży, na Thai-Chi, zakupiła kijki do nording walkingu i zaangażowała w działalność organizacji pożytku publicznego. Później doszły kolejne aktywności. Moja rodzicielka odbywa regularne spotkania towarzyskie, jeździ z koleżankami na rowerze, chodzi po górach oraz na masaże i aqua aerobik. Regularnie łazi po sklepach i powiększa zasoby swojej garderoby, nie mówiąc już o kosmetyczkach, fryzjerach i robieniu paznokci.

Mój tato (lat 68) nadal pracuje – za granicą. W domu jest tylko na weekendy. Rower to jego największa pasja. Ma ich chyba ze cztery. Jeździł całe życie i nadal uprawia tą dyscyplinę. 100 km przejażdżka to dla niego bułka z masłem. Biega na nartach, ćwiczy na siłowni i wiecznie podnosi (własnoręcznie) standard swojego domu. Co raz to ma nowe pomysły na dodatkowe sprzęty i urządzenia. Jako emeryt odbył kurs języka angielskiego (od podstaw do poziomu średnio zaawansowanego), równolegle zaliczając kolejne stopnie wtajemniczenia języka niemieckiego (poziom wysoko zaawansowany). Kilka dni temu dostałam informację, że ojciec mój zakupił motor wraz z niezbędnymi gadżetami i zamierza objechać nim Europę! Poinformowano mnie również, że nie mam co wybierać się do domu rodzinnego na święta bo rodzice wybierają się na wycieczkę. Za każdym razem, kiedy do nich przyjeżdżam dowiaduje się o kolejnych pomysłach, wyjazdach i zakupach oraz kursach i aktywnościach, na które uczęszcza mama. Z jednej strony podziwiam ich bardzo i myślę sobie że mają super, a z drugiej strony najnormalniej w świecie im zazdroszczę.

Nie tylko moim rodzicom tak aktywnie upływa jesień życia. Ich znajomym, rodzicom moim przyjaciół a także wielu ludziom – również. Zwiedzają, pływają, jeżdżą na rowerach, biegają na nartach, chodzą z kijami, blogują :-), malują, fotografują, wyszywają, tworzą witraże i robią masę najróżniejszych rzeczy!

Jakiś czas temu, kiedy w Lidlu „rzucili” stroje do fitnessu w koszach z asortymentem sportowym buszowali sami emeryci! :-)

Dla wielu emerytów ich wiek nie jest problemem, oni nadal czują się młodzi i pełni energii. Tak też postrzegani przez społeczeństwo. Nie jak „stare babcie” kolejkowiczki w przychodniach, czy „beret” w służbie Kościoła, tylko jak ludzie pełni wigoru i chęci życia.

Nie metryka, a to na ile się czujemy (przede wszystkim psychicznie) jest najważniejsze. To nasze podejście do życia i samego siebie sprawiają jakimi jesteśmy ludźmi i jak jesteśmy odbierani przez innych!