Czy zastanawiacie się czasem jak wyglądałoby wasze życie gdybyście pokierowali nim nieco inaczej? Czy żałujecie niekiedy powziętych decyzji i wyborów? Czy żałujecie, że nie zdecydowaliście o waszym losie inaczej?

Przyznaję, że ja raz po raz rozmyślam na ten temat. Zastanawiam się np. jak wyglądałoby moje życie gdybym wybrała inny kierunek studiów. Uważam bowiem, że decyzja dotycząca mojej edukacji na poziomie wyższym była zupełnie nie przemyślana, a nawet chyba nie moja. Pomimo że miałam ciche, nieśmiałe plany studiowania innych kierunków, nikt poważnie nie brał ich pod uwagę, nikt nie pomógł mi podjąć przemyślanej decyzji. Nie wsparł, nie porozmawiał o szansach i zagrożeniach, w końcu nie wytłumaczył na czym owe studiowanie będzie polegało. Odnoszę wrażenie że byłam zupełnie nie przygotowana, może nawet nie dojrzała w momencie podejmowania decyzji o kierunku studiów, czułam się tak jak 4 lata wcześniej kiedy stałam przed wyborem szkoły średniej.

Skończyłam kierunek humanistyczny, w zasadzie tylko dlatego żeby mieć wyższe wykształcenie. Dopiero w trakcie studiów zaczęłam odkrywać inne kierunki i możliwości, ale i wtedy nie miałam chyba tyle determinacji i wiary żeby cokolwiek zmieniać. Tylko raz podjęłam radykalną próbę przeniesienie się na inny kierunek. Czułam wówczas, że tego chcę, że to coś w czym będę się realizować, że to coś co mnie kręci. Byłam w swoim żywiole kiedy przygotowywałam się do egzaminów wstępnych, byłam też pewna powziętych decyzji. Zabrakło mi 3 punktów aby zostać przyjętą. Potem zaprzestałam jakichkolwiek prób zmiany wcześniej obranego kierunku. Studia skończyłam w terminie, z wyróżnieniem.

Czy żałuję? Myślę że trochę tak. Studia były łatwe i przyjemne z dużą ilością imprez towarzyskich, a po ich zakończeniu wróżono mi nawet karierę naukową. Wspomnienia zatem pozytywne. Zawód dotyczy głównie możliwości zatrudnienia po takim kierunku i uzyskania godziwych zarobków. Czy zatem byłoby mi lepiej w obecnym życiu gdybym w wieku 19 lat inaczej pokierowała swoim losem? Mogę tylko gdybać. Pewne jest tylko jedno, nie mam konkretnego fachu, gdybym wybrała kierunek ścisły lub przynajmniej na pograniczu to miałabym większe pole manewru na rynku zatrudnienia.

Dopiero jednak po 30-stce odkryłam co tak na prawdę powinnam była studiować. Dotarło do mnie, że interesuję się gospodarką, ekonomią, polityką. Uświadomiłam sobie, że pomimo iż jestem humanistką to lubię liczyć, planować i analizować. Wydaje mi się zatem, że doskonale odnalazłabym się na studiach ekonomicznych. Żałuje bardzo, że nie było mi dane choćby spróbować podjąć studia na uczelni o takim profilu.

Z drugiej strony zadaje sobie zasadnicze pytanie czy 15-16 lat temu możliwe było dojście do takich a nie innych wniosków. Czy, gdybym wówczas porządnie przyłożyła się do wyboru kierunku studiów, przeanalizowała wszelkie „za” i „przeciw” , a nawet miała przy boku kogoś w rodzaju mentora, to czy moja decyzja byłaby tożsama z obecnymi zapatrywaniami i wyobrażeniami?

Dalej. Czy można obwiniać kogoś z obrane kierunki i podjęte decyzje? Naturalna odpowiedź brzmi nie, a jeśli już to powinno się mieć pretensje do siebie. Podobnie jest w moim przypadku. Uważam, że przez moją niedojrzałość i beztroskie podejście do życia nie zapoznałam się dogłębniej z ofertą studiów wyższych. W wieku 19 lat nie zaprzątałam sobie głowy myślami o przyszłości, w tamtym czasie najważniejszy był fakt wyrwania się z domu i czekające mnie studenckie życie. Wydaje mi się jednak, że przy tak ważnych wyborach życiowych młodego człowieka pewną rolę – mądrą rolę, powinni odegrać również rodzice. Oczekiwać należałoby od nich pomocy w szukaniu właściwej drogi i odpowiedniego pokierowania nastolatkiem. Ważne, aby wysłuchali zdania swojego dziecka, dali szansę sprawdzenia się, nawet jeśli w ich przekonaniu miałoby to zakończyć się porażką. Nie powinni natomiast popychać go najmniej skomplikowaną drogą, tylko w imię zdobycia wyższego wykształcenia.