Nerwy, napięcie, niepokój, agresja… Duszność, poczucie rozbicia i ból całego ciała.

Od rana znowu doświadczam tych stanów. Nie są mi one obce, walczę z nimi od lat, potrafię je już nawet ujarzmić, ale pomimo walki i pracy nad sobą co jakiś czas powracają. Za każdym razem jednak doszukuje się ich przyczyn, wiem bowiem że to klucz do opanowania emocji i uzyskania spokoju.

Zawsze staram się przeanalizować ostatnie dni i minione zdarzenia, myślę też o tym co mnie czeka za moment. To w bieżącym życiu, moim postępowaniu oraz reakcji na ludzi i wydarzenia doszukuję się źródła moich stanów depresyjnych, czy nerwicowych. Nauczyły mnie tego wizyty u psychologa. Dzięki temu coraz częściej sama dochodzę do trafnych wniosków i umiem zapanować nad swoimi emocjami.

Co zatem jest przyczyną mojego złego samopoczucia dzisiaj?

Jak zawsze nie ma jednej odpowiedzi. Zwykle jest ich kilka, czasem po głębszej analizie dokonuję rodzaju selekcji i powodów mojego napięcia pozostaje mniej, czasem udaje się dojść do tego jednego konkretnego, zwykle jednak nie.

A dziś?

1. Na pewno mój wyjazd – jednodniowy, ale bardzo wyczerpujący. Zmęczenie kilkunastogodzinną podróżą i spotkaniami, ale przede wszystkim fakt pozostawienia dzieci i domu „bez kontroli”, w rękach teściowej i męża. Sytuacje, w których przestaję mieć rękę na pulsie zwykle tak na mnie wpływają. Kiedy tylko tracę kontrole nad choćby drobnymi rzeczami mam wrażenie jakbym traciła grunt pod nogami. Wpływa to na mnie bardzo destrukcyjnie.

Od lat mam tego świadomość, czasem udaje się przejść nad tym gładko do porządku dziennego, niestety częściej bywają takie dni kiedy wyprowadza mnie to całkowicie z równowagi.

2. Finanse. To ja u nas w domu odpowiadam za zarządzanie budżetem domowym. Zawsze wiem ile, gdzie i komu należy zapłacić, ile pójdzie na benzynę, długi i wszelkie zaplanowane wcześniej wydatki. W tym miesiącu znalazła się także pozycja „skarpeta” i… najprawdopodobniej nie uda się tego zrealizować. Nie wiem co bardziej mnie wyprowadza z równowagi, fakt że nie odłożymy, albo odłożymy mniej, to że wyskoczyły niespodziewane wydatki (aczkolwiek bezdyskusyjne), czy w końcu znowu kwestia utarty kontroli? Ostatnie kilka dni byłam bez komputera, nie miałam wglądu w moje tabelki z excela i rozpiski z budżetem, na chwile w związku z tym utraciłam panowanie nad finansami. Może gdyby nie to, wówczas łatwiej byłoby mi pogodzić się z zaistniałą sytuacją i koniecznością przesunięcia środków w domowej kasie.

3. Czekający mnie wyjazd na ferie. Możliwe, że na moje samopoczucie wpływa wizja spędzenia tygodnia poza domem, w obecności mojej mamy – osoby skupionej na sobie, nie szczędzącej docinek i ciętych komentarzy na temat mojego męża oraz mojego życia.

4. Blog. Ponownie wraca temat utraty kontroli. Nie zaglądałam tu blisko tydzień. Nie czytałam, nie komentowałam, w końcu nie pisałam. Mam wrażenie, że i w tym temacie pojawił się rodzaj wewnętrznej presji, która wywołuje u mnie przymus trzymania „ręki na pulsie”.

Do jasnej cholery, to miała być moja odskocznia, trampolina do odreagowania i zrelaksowania się, a nie kolejne narzędzie do samobiczowania i wywoływania skrajnych emocji!!!!

Coraz częściej zadaję sobie pytanie co pisać? jak pisać? dla kogo pisać? Myślę, że rozterki wzięły górę w momencie opublikowania mojego tekstu na czołówce Onetu, a później promowania moich wpisów przez redakcję Blog.pl.

5. Od kilku tygodni łapię się, na tym, że moje myśli krążą wokół pewnej osoby i wydarzeń sprzed 2 lat. Było miło, a nawet magicznie. Skończyło się wielką klapą, ale należało się tego spodziewać. Później miesiącami starałam się zapomnieć i pogodzić z kolejami losu. Było ciężko, ale się udało. Rozdział zamknięty. Niestety w mojej głowie znowu ożyły wspomnienia i nie dają spokoju. Jestem na siebie zła bo tego nie chcę!!!