Dziś po raz pierwszy zajrzałam do mojej witryny od 1 roku i 8 miesięcy… Dziwne to uczucie… Myślałam, że już nigdy nie zaloguję się na moją stronę, a mój blog pójdzie w zapomnienie. Zakładałam raczej, że założę nową stronę, zupełnie inną, na której będę pisała pod własnym imieniem i nazwiskiem…

Dlaczego znowu jestem? Są co najmniej dwa powody. Po pierwsze – bardzo brakuje mi pisania, a tylko tutaj mogłam swobodnie formułować myśli i bez większych oporów wyzbywać się ich, odczuwając przy tym rodzaj ulgi a nawet satysfakcji.

Kolejną kwestią jest moja sytuacja życiowa… Jeżeli ktokolwiek z moich starych czytelników jeszcze tutaj zajrzy i odczyta mój „come back” zapewne przypomni sobie charakter moich poprzednich wpisów. Zdecydowana większość z nich dotyczyła mojego życia i wszelkich dylematów z nim związanyc. W pewnym momencie zniknęłam i zaprzestała pisać bo… moje ścieżki życia wyhamowały, wskoczyły na zwykłe tory, a problemy… gdzieś chwilowo zostały uśpione – zaparkowały.

A zatem, skoro jestem to oznacza, że … moje życie znowu zatoczyło krąg, jak nie dwa i HERE I AM!

Co wydarzyło się przez te 20 miesięcy… Opowiem tylko bardzo pobieżnie. Wzloty i upadki małżeńskie. Zwolnienie pracy, które paradoksalnie okazało się najlepszym doświadczeniem w zawodowym życiu. Dostałam błyskawicznie nową, dużo ciekawszą pracę, w której niesamowicie się rozwinęłam i dowartościowałam (o zarobkach nie wspominając). Na tym pozytywy się kończą… Pół roku temu (po wakacjach życia, o których marzyłam) mój mąż się wyprowadził. Od razu uprzedzam wszelkie pytania i wątpliwości. Wyprowadził się po naszej obopólnej decyzji. Uznaliśmy OBOJE, że tak będzie lepiej dla naszego związku…. JA w to wierzyłam. Wierzyłam, że on też tak sądzi i że za maksymalnie pół roku powróci i pełni zapału i pewności odbudujemy naszą rodzinę. Niestety… Niespełna dwa miesiące po jego wyprowadzce zamieszkał z nową kobietą, a w zasadzie dobrze znaną. Poznali się dwa lata temu. Wówczas bardzo szybko ukróciłam (albo i nie) ich znajomość ale owa pani „przypadkowo” pojawia się w naszym, czy jego, życiu ponownie (przypadek?)

W tym samym czasie ja tracę pracę… Od dwóch miesięcy jestem bez zatrudnienia….

Kiedyś, gdzieś przeczytałam, że blogi piszą ludzie z problemami, na zakręcie, bezrobotni, z jakimiś deficytami czy niską samooceną. Nikt „normalny” nie zakłada tego typu witryny… Wówczas się żachnęłam, ale i zastanowiłam… Nie twierdzę broń Boże że tak jest w 100% przypadków, ale w moim… ?